Witaj, Drużyno!
A dziś przychodzę do Was z fragmentem Zbuntowanego, który chronił:
– Nie ruszaj się – powtórzyłam i mocniej przycisnęłam czysty materiał do złocistobrązowej łapy.
Losinis syknął, ale spróbował zatuszować to warknięciem.
– Miałaś mi pomóc, a nie zadawać dodatkowy ból – wytknął mi, a ogonem uderzył w ziemię.
– Gdybyś nie schodził ze ścieżki, jak radził Rameti, nie musiałabym teraz wyciągać kolców z twojej łapy – odpowiedziałam. – Ciesz się, że przynajmniej nie były trujące.
Ledwo opuściliśmy tereny El’darum, mraw zapragnął polowania. Jak sam stwierdził, nie chciał stracić swojego instynktu łowcy. Nie docierało do niego, że wciąż znajdujemy się za blisko elfich ziem. A Rameti przestrzegał go przed zagrożeniami czającymi się w tej części lasu. Losinis puścił jednak te słowa mimo uszu. Ledwo zeszłam z jego grzbietu podczas popasu, a już rzucił się za pierwszym zającem, który pojawił się w zasięgu wzroku. Nie pokonał nawet połowy drogi, gdy nadział się na zwiniętego w kulkę ziewacza. Ryk, jaki poniósł się wtedy przez las, musiał dotrzeć aż do pałacu elfiego króla – i dziadka Rametiego – Soratesa. Zwierzątko co prawda się poruszyło, ale zaraz znów znieruchomiało. Wiedziało, że przeciwnik już mu nie zagraża.
– I że nie ziewnął – dodał Rameti. – Nie zamierzałbym cię wlec przez cały dzień.
Jak Wam się podoba? Jesteście ciekawi, co będzie dalej?
~Aleksandra
Kronikarz Svate
PS A w newsletterze Listy do Drużyny czeka na Was wycięty fragment ze Zbuntowanego, który chronił!
