Młodszy syn Maseana tak jak ostatnio zamierzał osobiście pomóc swoim pobratymcom. Przekazał stery bratu i pognał do łódki. W środku znalazło się już kilkoro elfów. Wspólnie spuścili ją na wodę i popędzili ku załodze rozbitego statku.
Dasean kątem oka zauważył, że inne załogi wzięły z nich przykład. Ale większość kapitanów pozostała na pokładach. W myślach pochwalił ich wybór. Gdyby przypadkiem podpłynęli łódką za blisko granicy fal, zginęliby. A żaden ze statków nie mógł pozwolić sobie na utratę kapitana. Syn Maseana pomyślał, że pewnie też powinien był zostać. Czuł jednak, że nie zdołałby długo pozostać na łodzi, by przyglądać się pracy innych.
Płynął więc wytrwale z pozostałymi elfami tak daleko, jak tylko mógł. Potem kazał się zatrzymać i poświęcił mgnienie oka statkowi niknącemu w odmętach wody. Pamiętał jeszcze jak go budowali. Jak wygładzali i czyścili piaskiem. Jak zabezpieczali kadłub. Jak znosili tam zapasy. Jak wybierali załogę. A teraz ta załoga walczyła o przetrwanie.
– Widzę kogoś! – wykrzyknął jeden z marynarzy.
Dasean też dosyć prędko zauważył ocalałego, który z trudem utrzymywał się na powierzchni. Choć pewnie umiał pływać – jak niemal każdy elf – zaskoczenie i lęk robiły swoje.
– Zostańcie przy wiosłach – polecił swojej załodze, a sam wskoczył do wody, by pomóc rozbitkowi.
Podpłynął do niego. Niełatwo było mu pomóc. Dasean ledwo uchylił się przed młócącymi rękami i zdołał wreszcie złapać pobratymca. Ten nie od razu zorientował się, że ktoś go zamierza ocalić. A gdy w końcu to pojął, omal z ulgi nie wysunął się z ramion wybawcy. Syn Maseana pomógł rozbitkowi utrzymać głowę nad powierzchnią i przyholował go do brzegu. Upewnił się, że marynarz jest bezpieczny i udał się po kolejnego ze zniszczonego statku. Nawet nie zastanawiał się nad tym, co robi. Ciało niemalże samo wykonywało cała pracę. Znaleźć żywego, podpłynąć do niego, utrzymać na powierzchni, zabrać do łódki. Gdy jedna była zapełniona, zjawiała się kolejna. Aż w końcu nie pozostał nikt żywy. Dasean jednak nie od razu wrócił do statek. Pozostał w wodzie dłużej i razem ze swoją załogą rozglądał się, czy ktoś jeszcze nie potrzebuje pomocy. Ale i on musiał wreszcie przyznać, że trzeba wrócić na pokład.
Pozostałe części znajdziesz tutaj.
